piątek, września 30, 2005
Spóźnienie
Piszę z lotniska, połączony z siecią Wireless i nadaję, że mój samolot jest spóźniony 3 godziny i jest duże prawdopodobieństwo, że nie zdążę na kolejny (Dusseldorf-Wawa) bo na przesiadkę będę miał 15 minut (w najlepszym razie). Tak więc 3 dodatkowe godziny w USA :) Mam nadzieję, że zdąże bo jak nie samolot do Polski będę miał jutro o 7pm (teraz jest 5.25pm)!
Bye USA
Czas płynie szybko. Ostatnie dni spędziłem u wujka, byłego marynarza, który zamieszkał tu na stałe w roku 1950 i jemu te 55 lat minęło szybko to jak mi te 3,5 miesiąca miało się dłużyć? Opowiadał mi zresztą masę ciekawych historii, najlepsza z nich to o przeszmuglowaniu jego żony z Polski do USA. Była przebrana za murzyna. Kiedyś tu ją przytoczę, bo niezmiernie ciekawa.
Jutro wyruszam, przydałoby się odpowiedzieć na pytanie - jakie są Stany? Odpowiadam więc: różne, baaardzo różne. Od wspaniałego Princeton, w którym pracował Einstein, które wygląda uroczo i nawet nie ma tam McDonalda (!) przez ulice Manhattanu (w innych częściach NY nie byłem), pełne ludzi, gdzie policjanci przechodzą na czerwonym świetle po klub Polus (Linden, New Jersey) który nie różni się od przeciętnej polskiej dyskoteki (włączając publikę).
Tu gdzie jestem, w małych dzielnicach mieszkają obok siebie Portorykańczycy, Polacy i Meksykanie żeby parę ulic dalej podziwiać XIX wieczne domy z widokiem na zatokę warte po 700.000$ i więcej.
A ja byłem zaledwie w kilku miejscach tego przeogromnego kraju. Nawet tubylcy czasem nie znają go za dobrze, gdy pewien student z Nowego Meksyku wysłał na Uniwersytet w New Jersey list do profesora z zapytaniem czy może tam studiować, ten odpisał, że najpierw musi sobie załatwić wizę.
Czy chciałbym tu żyć? Gdybym się tu urodził na pewno tak, jako imigrant nie do końca, smutny jest widok Polaków mieszających angielski z polskim albo po drugiej stronie takich którzy po kilku miesiącach zapomnieli mówić po polsku. Smutny jest również widok ludzi którzy mieszkają w swoich gettach i nawet nie umieją mówić po angielsku! Z reguły widać tam raczej nieporządek i biedę, zaczyna się człowiek zastanawiać: czemu oni koniecznie chcieli tutaj przyjechać? Chyba w ich ojczystych krajach żyć się nie dało...
Cieszę się, że wracam! Przy okazji: parę miesięcy dzieli mnie od podróży do Kolumbii!
Jutro wyruszam, przydałoby się odpowiedzieć na pytanie - jakie są Stany? Odpowiadam więc: różne, baaardzo różne. Od wspaniałego Princeton, w którym pracował Einstein, które wygląda uroczo i nawet nie ma tam McDonalda (!) przez ulice Manhattanu (w innych częściach NY nie byłem), pełne ludzi, gdzie policjanci przechodzą na czerwonym świetle po klub Polus (Linden, New Jersey) który nie różni się od przeciętnej polskiej dyskoteki (włączając publikę).
Tu gdzie jestem, w małych dzielnicach mieszkają obok siebie Portorykańczycy, Polacy i Meksykanie żeby parę ulic dalej podziwiać XIX wieczne domy z widokiem na zatokę warte po 700.000$ i więcej.
A ja byłem zaledwie w kilku miejscach tego przeogromnego kraju. Nawet tubylcy czasem nie znają go za dobrze, gdy pewien student z Nowego Meksyku wysłał na Uniwersytet w New Jersey list do profesora z zapytaniem czy może tam studiować, ten odpisał, że najpierw musi sobie załatwić wizę.
Czy chciałbym tu żyć? Gdybym się tu urodził na pewno tak, jako imigrant nie do końca, smutny jest widok Polaków mieszających angielski z polskim albo po drugiej stronie takich którzy po kilku miesiącach zapomnieli mówić po polsku. Smutny jest również widok ludzi którzy mieszkają w swoich gettach i nawet nie umieją mówić po angielsku! Z reguły widać tam raczej nieporządek i biedę, zaczyna się człowiek zastanawiać: czemu oni koniecznie chcieli tutaj przyjechać? Chyba w ich ojczystych krajach żyć się nie dało...
Cieszę się, że wracam! Przy okazji: parę miesięcy dzieli mnie od podróży do Kolumbii!
sobota, września 24, 2005
Chciałbym zaznaczyć
Dłuższa nieobecność na blogu spowodowana była natłokiem spraw osobistych, o których w założeniu nie chciałem pisać.
Dużo się przez ten czas wydarzyło, zakończyłem pracę w parku - z czego jestem bardzo rad, odwiedziłem Chicago a teraz dane mi jest podziwiać Nowy Jork!
Chicago - piękne miasto, świetnie zorganizowany transport publiczny, wszystkie ważniejsze miejsca zlokalizowane w centrum więc samochód zupełnie niepotrzebny (to ogromna różnica porównując z Minneapolis). Wieżowce i architektura naprawdę robią wrażenie.
Odwiedziłem Museum of Science and Industry , coś niesamowitego! Spośród wielu ekspozycji największe wrażenie zrobiła na mnie ToyMaker 3000 (polecam zajrzeć na stronę). Jest to kompletna, duża, w pełni zautomatyzowana linia produkcyjna jednej zabawki. Począwszy od plastikowego odlewu poprzez skręcanie części, testowanie a nawet pakowanie wszystko wykonują roboty i można oglądać w każdym detalu. Po włożeniu 5$ (właśnie, o tym nie pisałem, w USA wszędzie można spotkać automaty - od sprzedających napoje po takie co robią za 50c grawerkę z danym wzorem-pamiątką w jednocentówce) można było wybrać sobie kolor i rozpocząć produkcję własnej zabawki oglądając na żywo postępy. Na koniec gdy jedno z ramion robota wrzucało ją do magazynu wystarczyło przyłożyć otrzymaną kartkę z kodem kreskowym do czytnika by odebrać własną zabawkę! Na tej samej wystawie pokazane też jest wszystko - od projektowania CAD poprzez drukarki 3d "drukujące" prototypy kończąc na odzielnych robotach które można w bardzo prosty sposób programować. Inne części eksozycji obejmują fazę projektowania produktu oraz marketing. To tylko jedna z ekspozycji, dodam tylko, że jak się widzi takie muzeum to czuje się przepaść technologiczną dzielącą Polskę od USA. Przypomina mi się ta wystawa o mózgu co była w PKiNIE. Owszem, ciekawa, ale ciasno, bez klimatyzacji i ze trzy razy mniejsza niż jedna tylko ekspozycja w takim muzeum!
Zaawansowana technologia panuje tutaj wszechobecnie - na porządku dziennym są obrazki typu - żona robi zdjęcie i wysyła mężowi MMSA które buty kupić. Telewizja satelitarna Dish Network jest lepsza niż Cyfra Plus a HDTV w większości pubów powala na kolana jakością obrazu.
Plus tego taki, że teraz w dobie internetu do większości tego co Amerykanie przygotują mamy bezpośredni dostęp. Teraz uwagę skupia się na tv on demand przez internet - całe ostatnie Wired jest na ten temat. Tutaj to technologicznie możliwe, AOL Broadband (teraz łączę się za darmo przez dial-up :) ) to standardowo 10mbps.
W NY byłem dopiero dwa razy ale już zaliczyłem Statue of Liberty i Empire State Bulding ale przede wszystkim - poczułem klimat ulicy po ponad 10 kilometrowym spacerze prez Manhattan.
Aha no i miałem nie pisać ale napiszę, może to i oczywistość ale naprawdę jak ktoś lubi ciuchy to by się zakochał w tych sklepach i w cenach też.
To tyle na dziś, ale definitywnie wracam do pisania.
Dużo się przez ten czas wydarzyło, zakończyłem pracę w parku - z czego jestem bardzo rad, odwiedziłem Chicago a teraz dane mi jest podziwiać Nowy Jork!
Chicago - piękne miasto, świetnie zorganizowany transport publiczny, wszystkie ważniejsze miejsca zlokalizowane w centrum więc samochód zupełnie niepotrzebny (to ogromna różnica porównując z Minneapolis). Wieżowce i architektura naprawdę robią wrażenie.
Odwiedziłem Museum of Science and Industry , coś niesamowitego! Spośród wielu ekspozycji największe wrażenie zrobiła na mnie ToyMaker 3000 (polecam zajrzeć na stronę). Jest to kompletna, duża, w pełni zautomatyzowana linia produkcyjna jednej zabawki. Począwszy od plastikowego odlewu poprzez skręcanie części, testowanie a nawet pakowanie wszystko wykonują roboty i można oglądać w każdym detalu. Po włożeniu 5$ (właśnie, o tym nie pisałem, w USA wszędzie można spotkać automaty - od sprzedających napoje po takie co robią za 50c grawerkę z danym wzorem-pamiątką w jednocentówce) można było wybrać sobie kolor i rozpocząć produkcję własnej zabawki oglądając na żywo postępy. Na koniec gdy jedno z ramion robota wrzucało ją do magazynu wystarczyło przyłożyć otrzymaną kartkę z kodem kreskowym do czytnika by odebrać własną zabawkę! Na tej samej wystawie pokazane też jest wszystko - od projektowania CAD poprzez drukarki 3d "drukujące" prototypy kończąc na odzielnych robotach które można w bardzo prosty sposób programować. Inne części eksozycji obejmują fazę projektowania produktu oraz marketing. To tylko jedna z ekspozycji, dodam tylko, że jak się widzi takie muzeum to czuje się przepaść technologiczną dzielącą Polskę od USA. Przypomina mi się ta wystawa o mózgu co była w PKiNIE. Owszem, ciekawa, ale ciasno, bez klimatyzacji i ze trzy razy mniejsza niż jedna tylko ekspozycja w takim muzeum!
Zaawansowana technologia panuje tutaj wszechobecnie - na porządku dziennym są obrazki typu - żona robi zdjęcie i wysyła mężowi MMSA które buty kupić. Telewizja satelitarna Dish Network jest lepsza niż Cyfra Plus a HDTV w większości pubów powala na kolana jakością obrazu.
Plus tego taki, że teraz w dobie internetu do większości tego co Amerykanie przygotują mamy bezpośredni dostęp. Teraz uwagę skupia się na tv on demand przez internet - całe ostatnie Wired jest na ten temat. Tutaj to technologicznie możliwe, AOL Broadband (teraz łączę się za darmo przez dial-up :) ) to standardowo 10mbps.
W NY byłem dopiero dwa razy ale już zaliczyłem Statue of Liberty i Empire State Bulding ale przede wszystkim - poczułem klimat ulicy po ponad 10 kilometrowym spacerze prez Manhattan.
Aha no i miałem nie pisać ale napiszę, może to i oczywistość ale naprawdę jak ktoś lubi ciuchy to by się zakochał w tych sklepach i w cenach też.
To tyle na dziś, ale definitywnie wracam do pisania.
piątek, lipca 22, 2005
Craze
Nie pisze bo pracy b. duzo wiec kilka luznych informacji tym razem
Minnesote czesto nawiedzaja tornada, z tego powodu w czasie ostrej burzy (tak jak wszystko tak i burza tutaj jest naprawde ogroomna) wyladowalismy w piwnicy bo byl tzw code red czyli wysoki stopien zagrozenia. Raz w ciagu dnia byla burza, widzialem na niebie chmury ktore wiatr kierowal do srodka, niebo mialo tez kolor zgnilozielony. Amerykanie z pracy powiedzieli, ze jak pojawia sie zielony kolor na niebie to trzeba miec sie na bacznosci.
Ogromne sklepy CupFoods i Walmart sa czynne 24 godziny na dobe, na zakupy czesto jezdzimy o 1 w nocy, bo nie ma kiedy.
Wszyscy pija pops czyli napoje gazowane, w MN zdecydowanie kroluje Pepsi a chyba najpopularniejsze jest Montain Dew. 24pak puszek pepsi kosztuje 5$!
Wszedzie - w kinie, w parku gdzie pracuje, w budynkach - sa fontanny z pitna woda.
Wszystko jest przygotowane dla niepelnosprawnych, podjazdy dla wozkow inwalidzkich sa w sklepach, w kinie sa oddzielne miejsca z barierkami itp.
Dwa razy skakalem na RipCord!(strona dziala tylko w IE).
Amerykanie (przynajmniej Ci z ktorymi pracuje) zyja praca, wszystkie tematy rozmow sa wokol pracy. Ale trzeba im przyznac - wszyscy pracuja porzadnie, nie ma opieprzania sie i co najwazniejsze atmosfera jest mila, czasami az za bardzo np. jak piaty raz z rzedu slysze ¨have fun Peter :)¨.
Tegoroczny craze to gumowe opaski na reke, kosztuja 2$ i sa w roznych kolorach, dochod z ich sprzedazy idzie na rozne cele dobroczynne, podobno wymyslila to firma Nike (pewnie zeby odwrocic uwage od dzieci ktore zatrudniaja do szycia butow w swoich azjatyckich fabrykach).
Roboty! w sklepach typu RadioShack sa do kupienia zestawy do budowy wlasnych robotow, robia to juz ze 3 firmy (nie liczac Lego Mindstorms), starter pak kosztuje 250$ a potem sensory, silniczki po 20-40$.
Na stacji benyznowej placi sie karta kredytowa w automacie, jesli chce sie zaplacic gotowka to najpierw sie idzie do okienka a potem tankuje. Galon benzyny to 2,30$, to jest 3,7 litra benzyny, ale nasz samochod ma silnik 3800...
W telewizji do kazdego programu mozna wlaczyc napisy, nawet do programow na zywo! (dobre to dla nas, przyjezdnych zeby jezyk podszkolic).
Kolejny tegoroczny szal to lody DippingDots, lody w granulkach, w sklepie kosztuja 1,5$ (ale ciezko je kupic), w parku najmniejsze opakowanie 4$!
To chyba tyle, niedlugo bede jechal nad Lake Superior - postaram sie wyslac fotki i opisac co nieco.
Minnesote czesto nawiedzaja tornada, z tego powodu w czasie ostrej burzy (tak jak wszystko tak i burza tutaj jest naprawde ogroomna) wyladowalismy w piwnicy bo byl tzw code red czyli wysoki stopien zagrozenia. Raz w ciagu dnia byla burza, widzialem na niebie chmury ktore wiatr kierowal do srodka, niebo mialo tez kolor zgnilozielony. Amerykanie z pracy powiedzieli, ze jak pojawia sie zielony kolor na niebie to trzeba miec sie na bacznosci.
Ogromne sklepy CupFoods i Walmart sa czynne 24 godziny na dobe, na zakupy czesto jezdzimy o 1 w nocy, bo nie ma kiedy.
Wszyscy pija pops czyli napoje gazowane, w MN zdecydowanie kroluje Pepsi a chyba najpopularniejsze jest Montain Dew. 24pak puszek pepsi kosztuje 5$!
Wszedzie - w kinie, w parku gdzie pracuje, w budynkach - sa fontanny z pitna woda.
Wszystko jest przygotowane dla niepelnosprawnych, podjazdy dla wozkow inwalidzkich sa w sklepach, w kinie sa oddzielne miejsca z barierkami itp.
Dwa razy skakalem na RipCord!(strona dziala tylko w IE).
Amerykanie (przynajmniej Ci z ktorymi pracuje) zyja praca, wszystkie tematy rozmow sa wokol pracy. Ale trzeba im przyznac - wszyscy pracuja porzadnie, nie ma opieprzania sie i co najwazniejsze atmosfera jest mila, czasami az za bardzo np. jak piaty raz z rzedu slysze ¨have fun Peter :)¨.
Tegoroczny craze to gumowe opaski na reke, kosztuja 2$ i sa w roznych kolorach, dochod z ich sprzedazy idzie na rozne cele dobroczynne, podobno wymyslila to firma Nike (pewnie zeby odwrocic uwage od dzieci ktore zatrudniaja do szycia butow w swoich azjatyckich fabrykach).
Roboty! w sklepach typu RadioShack sa do kupienia zestawy do budowy wlasnych robotow, robia to juz ze 3 firmy (nie liczac Lego Mindstorms), starter pak kosztuje 250$ a potem sensory, silniczki po 20-40$.
Na stacji benyznowej placi sie karta kredytowa w automacie, jesli chce sie zaplacic gotowka to najpierw sie idzie do okienka a potem tankuje. Galon benzyny to 2,30$, to jest 3,7 litra benzyny, ale nasz samochod ma silnik 3800...
W telewizji do kazdego programu mozna wlaczyc napisy, nawet do programow na zywo! (dobre to dla nas, przyjezdnych zeby jezyk podszkolic).
Kolejny tegoroczny szal to lody DippingDots, lody w granulkach, w sklepie kosztuja 1,5$ (ale ciezko je kupic), w parku najmniejsze opakowanie 4$!
To chyba tyle, niedlugo bede jechal nad Lake Superior - postaram sie wyslac fotki i opisac co nieco.
piątek, lipca 08, 2005
Jak jest¿
Taki dziwny znak zapytania, bo pisze z komputera mojej przyjaciolki z Kolumbii, klawiatura hiszpanska.
Praca
Godzina 9.50am w parku rozbrzmiewa hymn Amerykanski, my juz w pracy wiec przystajemy na chwile i spogladamy na flagi USA umieszczone na Power Tower (wieza, tak z 70m wysokosci, na ktorej jestes wystrzeliwany w gore a potem swobodnie spadasz). Ja pracuje w Challenge Park i obsluguje Chaos, Enterprise (prod. niemiecka, 1979), Scrambler (prod.1959, klasyk) i Carosuel (prod 1925, karuzela z konikami, jeden z nich z literkami PG jest podobny warty kilkaset tysiecy $). A poza tym jestem na torze gokartowym i na BumpingBoats (nudy na pudy). Jestem szczesliwcem, ze pracuje tu gdzie pracuje, bo co 2-3 godziny zmieniam miejscowke, poza tym w Challenge Park sa SkyScraper (jak wirowka dla kosmonautow, tylko, ze w pionie, i tak na oko ze 40 m wysoka, hardcore, 9.95$) i RipCord (jak bungee jumping, bardzo wysoko, lina mniej sprezysta, wciaga cie na gore wyciagarka, 15-30$). Mam je za darmo, ale jeszcze sie nie odwazylem :)
Zaczalem pisac o pracy bo zajmuje mi ona tutaj wiekszosc czasu. I nawet ja lubie, mam w porzadku ekipe, glownie Amerykanow i duzo godzin (60 w tygodniu, jeden dzien wolny).
Praca to np. wpuszczanie ludzi, zamykanie wagonikow, zamiatanie ;), wlaczanie kolejek, najciekawiej jest na gokartach, stoi sie w zielonym odblaskowym kubraku z krotkofalowka, flaga i gwizdkiem i kontaktuje z ekipa na torze kto sie zderza bo "there is no bumping here at challenge park go-karts". Wiec np. mowie przez radio "ten seventy one car twenty one" i inne takie tajne komunikaty :) i jak ktos za duzo "bumpuje" to go sie wywala z toru
Ludzie, miejsca, day off
Tu gdzie mieszkam najwiecej jest Polakow i Kolumbijczykow plus Slowacy, Ekwadorczycy, Bulgarzy, Chorwaci i Amerykanie. Bardzo mila atmosfera, mam duzo znajomych z Kolumbii.
Nie mozna tu pic alkoholu wiec czasami jedziemy do pubu, piwo 5$ (bud, miller), po tej calej pracy po 2 czuje sie OK (!).
Nie mialem do tej pory samochodu wiec siedzialem glownie tutaj, bo nawet do najblizszego sklepu jest jakies 6-7 mil! ale to sie zmienilo! zakupilem z 4 innymi ludzmi z Polski (slabo ich znam, ale bardzo w porzo) Buicka LeSabre rocznik 1991, mamy go dopiero kilka dni ale juz bylem dzisiaj w WalMarcie i nad jeziorkiem. Ale sie ciesze, ze mam(y) ten samochod!
Wszystko w okolicy wyglada dosc podobnie, wszedzie autostrady, wielkie fury, ludzi na ulicach zero, domki bez plotow jak na fimach. W kazdej miejscowosci jak Shakopee podobny schmeat domki + mcd, burgerking, kfc, subway, pizzahut + cupfoods (ogromny spozywczak) + apteka, sklep z alkoholem itp. W obrebie 5 mil jest z 10 mcdonaldow (nie przesadzam).
Co innego downtown, na razie bylem tylko w St Paul (to jedno z dwoch Twin Cities, drugie to Minneapolis) ale wyglada rewelacyjnie.
Niedlugo napisze wiecej bo mam dostep do notebooka
Pozdrowienia i buziaki! Superowych wakacji
[i]Londyn
Praca
Godzina 9.50am w parku rozbrzmiewa hymn Amerykanski, my juz w pracy wiec przystajemy na chwile i spogladamy na flagi USA umieszczone na Power Tower (wieza, tak z 70m wysokosci, na ktorej jestes wystrzeliwany w gore a potem swobodnie spadasz). Ja pracuje w Challenge Park i obsluguje Chaos, Enterprise (prod. niemiecka, 1979), Scrambler (prod.1959, klasyk) i Carosuel (prod 1925, karuzela z konikami, jeden z nich z literkami PG jest podobny warty kilkaset tysiecy $). A poza tym jestem na torze gokartowym i na BumpingBoats (nudy na pudy). Jestem szczesliwcem, ze pracuje tu gdzie pracuje, bo co 2-3 godziny zmieniam miejscowke, poza tym w Challenge Park sa SkyScraper (jak wirowka dla kosmonautow, tylko, ze w pionie, i tak na oko ze 40 m wysoka, hardcore, 9.95$) i RipCord (jak bungee jumping, bardzo wysoko, lina mniej sprezysta, wciaga cie na gore wyciagarka, 15-30$). Mam je za darmo, ale jeszcze sie nie odwazylem :)
Zaczalem pisac o pracy bo zajmuje mi ona tutaj wiekszosc czasu. I nawet ja lubie, mam w porzadku ekipe, glownie Amerykanow i duzo godzin (60 w tygodniu, jeden dzien wolny).
Praca to np. wpuszczanie ludzi, zamykanie wagonikow, zamiatanie ;), wlaczanie kolejek, najciekawiej jest na gokartach, stoi sie w zielonym odblaskowym kubraku z krotkofalowka, flaga i gwizdkiem i kontaktuje z ekipa na torze kto sie zderza bo "there is no bumping here at challenge park go-karts". Wiec np. mowie przez radio "ten seventy one car twenty one" i inne takie tajne komunikaty :) i jak ktos za duzo "bumpuje" to go sie wywala z toru
Ludzie, miejsca, day off
Tu gdzie mieszkam najwiecej jest Polakow i Kolumbijczykow plus Slowacy, Ekwadorczycy, Bulgarzy, Chorwaci i Amerykanie. Bardzo mila atmosfera, mam duzo znajomych z Kolumbii.
Nie mozna tu pic alkoholu wiec czasami jedziemy do pubu, piwo 5$ (bud, miller), po tej calej pracy po 2 czuje sie OK (!).
Nie mialem do tej pory samochodu wiec siedzialem glownie tutaj, bo nawet do najblizszego sklepu jest jakies 6-7 mil! ale to sie zmienilo! zakupilem z 4 innymi ludzmi z Polski (slabo ich znam, ale bardzo w porzo) Buicka LeSabre rocznik 1991, mamy go dopiero kilka dni ale juz bylem dzisiaj w WalMarcie i nad jeziorkiem. Ale sie ciesze, ze mam(y) ten samochod!
Wszystko w okolicy wyglada dosc podobnie, wszedzie autostrady, wielkie fury, ludzi na ulicach zero, domki bez plotow jak na fimach. W kazdej miejscowosci jak Shakopee podobny schmeat domki + mcd, burgerking, kfc, subway, pizzahut + cupfoods (ogromny spozywczak) + apteka, sklep z alkoholem itp. W obrebie 5 mil jest z 10 mcdonaldow (nie przesadzam).
Co innego downtown, na razie bylem tylko w St Paul (to jedno z dwoch Twin Cities, drugie to Minneapolis) ale wyglada rewelacyjnie.
Niedlugo napisze wiecej bo mam dostep do notebooka
Pozdrowienia i buziaki! Superowych wakacji
[i]Londyn
wtorek, czerwca 21, 2005
Pierwszy tydzien
Podroz do USA trwala dwadziescia kilka godzin. Pare przesiedzialem na duzym, slicznym lotnisku z przeszklonym dachem w Dusseldorfie. Potem podroz samolotem w ktorym poznalem 25 letnia niemke ktora byla kilka razy w Polsce i nawet uczyla sie naszego jezyka! Ladowanie na JFK w NY i pierwszy szok. Dwie kolejki - jedna, dosc krotka "US Citizens" i druga niesamowicie dluga "US Visitors". Wygladalo na 3 godziny stania, trwalo z 20 minut. Immigration Officer nadzwyczaj mily. "Have a nice stay in Minnesota, it's a beautiful state. And have a nice day.". Rozstalem sie z Niemka i wybralem sie w podroz od 4 do 3 terminala airtrainem. Wysiadlem, a okazalo sie, ze okolice 3 terminala juz wcale nie wygladaja tak pieknie, jak miedzynarodowa 4. Beton, smieci, masa samochodow i zagubieni ludzie. Terminal wielki i bardzo duzo nie oznaczonych drzwi. Zaczalem wiec pytac ludzi i kolejne (bardzo mile) zaskoczenie - czarni jezdzacy z wozkami bagazowymi i wygladajacy na raczej biednych, na moje pytanie o droge bardzo milo i wyczerpujaca odpowiadali. Wreszcie po zapytaniu trzech osob trafilem do mojego wejscia Domestic Flights. Moje linie SunCountry nie byly wymienione na zadnej tabliczce informacyjnej! a check-in odbyl sie w DeltaDomestic.
I kolejny chyba najwiekszy szok - pomieszczenie w ktorym czekalem wygladalo jak hala na dworcu Wwa Wsch. Ludzie siedzacy na podlodze, tlum, goracao, Hindusi, czarni, Japonczycy z notebookami na kolanach , Rosjanie z torbami w krate, grubi Amerykanie, bawiace sie na podlodze dzieci.
Jednak pierwsze wrazenia i tak pozytywne, chociaz samolot do Minneapolis byl opozniony o godzine, a ja juz padalem ze zmeczenia.
Minneapolis w nocy z samolotu wygladalo niesamowicie, niestety nie zrobilem fotki :(
A jak w pracy?
Valleyfair - amusement park, rodziny amerykanskie intensywnie spedzajace resztki wolnego czasu. 3 rollercoastery, Power Tower (wystrzeliwuje Cie w gore, a potem swobodnie spadasz, naprawde wysokie), RipCord (automatyczny bungee jumping, z wyciagarka), RipTide (wielka platforma obracjaca sie 360 stopni, i co chwila wpadajaca do wody), Steel Venom i cala reszta, uliczki ze sklepikami i jedzeniem. Calosc wcale nie taka duza jakby sie wydawalo.
Ja pracuje na razie na 4 ride'ach - Chaos, Enterprise, Scrambler i Carousel. Najpierw wydawalo sie skomplikowane, trzeba wpuscic ludzi do srodka, odpowiednio ich rozmiescic, uruchomic "ride" itp. Po 3 dniach wydaje mi sie, ze wiele wiecej nie osiagne, na szczescie co 3 tygodnie zmienia sie lokalizacje. Pracy duzo (np 2 dni pod rzad po 13 godzin), ekipa glownie Amerykanska i bardzo w porzadku.
Na jednym z rollercoatsterow, najwiekszym "Wild Thing" (rozpezdza sie od 0 do 70 mil na godzine w 2-3 sekundy), odbywa sie konkurs organizowany przez miejscowa radiostacje. 32 smialkow jezdzi na okraglo rollercoasterem, ten kto wytrztma najdluzej wygrywa samochod. Jezdza 16 godzin, 8 godzin spia w rollercoasterze, przerwy na jedzenie i picie wyznacza im radiostacja. Dla wygranego samochod. Minal tydzien, 10 jeszcze jezdzi.
A dzisiaj Puke Night dla pracownikow!!
Samochod ceny - 500$ Plymoth Voyager 1993 (8 miejsc!), manul (!) + ubezpiecznie 100 $/miesiac. Jeszcze nie zakupilem, ale do sklepu jest jakies 5 mil.
Mieszkanie - sredniawka.
Koncze. Pozdro!!
I kolejny chyba najwiekszy szok - pomieszczenie w ktorym czekalem wygladalo jak hala na dworcu Wwa Wsch. Ludzie siedzacy na podlodze, tlum, goracao, Hindusi, czarni, Japonczycy z notebookami na kolanach , Rosjanie z torbami w krate, grubi Amerykanie, bawiace sie na podlodze dzieci.
Jednak pierwsze wrazenia i tak pozytywne, chociaz samolot do Minneapolis byl opozniony o godzine, a ja juz padalem ze zmeczenia.
Minneapolis w nocy z samolotu wygladalo niesamowicie, niestety nie zrobilem fotki :(
A jak w pracy?
Valleyfair - amusement park, rodziny amerykanskie intensywnie spedzajace resztki wolnego czasu. 3 rollercoastery, Power Tower (wystrzeliwuje Cie w gore, a potem swobodnie spadasz, naprawde wysokie), RipCord (automatyczny bungee jumping, z wyciagarka), RipTide (wielka platforma obracjaca sie 360 stopni, i co chwila wpadajaca do wody), Steel Venom i cala reszta, uliczki ze sklepikami i jedzeniem. Calosc wcale nie taka duza jakby sie wydawalo.
Ja pracuje na razie na 4 ride'ach - Chaos, Enterprise, Scrambler i Carousel. Najpierw wydawalo sie skomplikowane, trzeba wpuscic ludzi do srodka, odpowiednio ich rozmiescic, uruchomic "ride" itp. Po 3 dniach wydaje mi sie, ze wiele wiecej nie osiagne, na szczescie co 3 tygodnie zmienia sie lokalizacje. Pracy duzo (np 2 dni pod rzad po 13 godzin), ekipa glownie Amerykanska i bardzo w porzadku.
Na jednym z rollercoatsterow, najwiekszym "Wild Thing" (rozpezdza sie od 0 do 70 mil na godzine w 2-3 sekundy), odbywa sie konkurs organizowany przez miejscowa radiostacje. 32 smialkow jezdzi na okraglo rollercoasterem, ten kto wytrztma najdluzej wygrywa samochod. Jezdza 16 godzin, 8 godzin spia w rollercoasterze, przerwy na jedzenie i picie wyznacza im radiostacja. Dla wygranego samochod. Minal tydzien, 10 jeszcze jezdzi.
A dzisiaj Puke Night dla pracownikow!!
Samochod ceny - 500$ Plymoth Voyager 1993 (8 miejsc!), manul (!) + ubezpiecznie 100 $/miesiac. Jeszcze nie zakupilem, ale do sklepu jest jakies 5 mil.
Mieszkanie - sredniawka.
Koncze. Pozdro!!
piątek, czerwca 17, 2005
Shakopee
Jestem! Jest OK :) . Sorry - nie mam czasu napisac wiecej, bo na razie kiespko z dostepem do netu (zostalo mi jeszcze 2-3 minuty!!). Napisze wiecej niebawem - obiecuje. Pozdrawiam wszystkich ktorzy napisali do mnie mejle - odpisze niebawem.
sobota, czerwca 11, 2005
Google Sightseeing
Tutaj można zobaczyć zdjęcia różnych ciekawych miejsc z całego USA na podstawie Google Maps. Jest tam m. in. zdjęcie Mall of America - największego centrum handlowego w USA(!), którę znajduje się paręnaście mil od Valleyfair.
Jutro
wyjazd!! Wylot z Wawy o 5.40, przylot do Minneapolis o 22.40 (wtedy będzie w Polsce 2:40 w nocy 13 czerwca).
Być może będzie dłuższa cisza na blogu - nie wiem jak w miejscu gdzie będę mieszkał jest z podłączeniem do sieci.
Być może będzie dłuższa cisza na blogu - nie wiem jak w miejscu gdzie będę mieszkał jest z podłączeniem do sieci.
czwartek, czerwca 09, 2005
Ozon
Kupiłem pismo - całkiem niezłe.
Trafiłem w nim na artykuł "Mądra inaczej" (artykuł za tydzień powinien być dostępny w całości) autor - Andrzej Łomanowski pastwi się w nim nad encyklopedią Gazety Wyborczej. Jako, że posiadam ową, korzystałem kilka razy i zadowolony byłem, napisałem do redaktora taki oto list:
Szanowna Redakcjo,
Jestem osobą która posiada w domu encyklopedię GW i wydała na nią
kilkaset złotych. Naturalnym mechanizmem psychologicznym jest redukcja
dysonansu - wiadomo, że jeśli wyłożyłem na nią swoje pieniądze to chcę
udowodnić, że była to decyzja świadoma i przemyślana i, że nie dałem
się nabrać - stąd moja dociekliwość.
Artykuł mnie zaciekawił i po trosze zdziwił, nie omieszkałem więc
sprawdzić w domu opisanych przez redaktora Łomanowskiego przykładów
tendencyjnych haseł.Autor pisze, że są one "opracowane podobno przez
PWN" - łatwo to sprawdzić, wystarczy skorzystać z encyklopedii
dostępnej na stronach http://www.pwn.pl ,żeby odrzucić z tego
stwierdzenia słowo "podobno".
"Koalicja antyhitlerowska" - hasło zaczyna się od stwierdzenia
"polit.-wojsk. związek państw o różnych systemach społ.-polit.
walczących w II wojnie świat. przeciwko blokowi niem.-wł.-jap.", które
niewątpliwie jest prawdziwe (przekleiłem je zresztą na potrzeby tego
listu ze stron internetowych encyklopedii PWN). W dalszej części hasła
wszystkie państwa koalicji są dokładnie opisane o czym Pan Redaktor
nie wspomniał.
"Besłan" - proszę je porównać z encklopediami dostępnymi on-line (np.
Wikipedia). Niestety w większości encyklopedii papierowych w ogóle go
Pan nie uświadczy.
Tabela o noblistach zawiera informacje, że Skłodowska była z
pochodzenia polką. W haśle "Skłodowska-Curie Maria" nie znalazłem
informacji, że była to "francuska noblistka".Pan Łomanowski ma rację
jeśli chodzi o hasło dotyczące Borysa Jelcyna widać jednak, że jest
ono bezpośrednio przeklejone z encyklopedii PWN.
Zgadzam się z opiniami na forum Ozonu - Gazeta Wyborcza przesadza ze
swoim poczuciem misji, poprawnością polityczną (chociaż dodane do
hasła "Izrael" komentarze na końcu encyklopedii "koszerności" akurat
nie potwierdzają).
Panie Redaktorze, uważam, że poszukiwanie prawdy jest ważniejsze od
ideologii a w przypadku artykułu "Mądra inaczej" postąpił Pan tak jak
Gazeta Wyborcza która nazwała Listę Wildsteina "Listą Agentów SB".
Z poważaniem,
Piotr Zalewski
http://zales.blogspot.com
O dziwo - bardzo długą i wyczerpującą odpowiedź dostałem już na drugi dzień. Oto ona:
Szanowny Panie !
Ja również wyłożyłem swoje pieniądze na zakup Encyklopedii, na szczęście
zrezygnowałem z kupna po siódmym tomie. Ale mój (jak Pan to ładnie
nazwał) psychologiczny dysonans jest znacznie większy - jestem niejako
jej współautorem. W tzw. dziennikarskich aneksach znajdujących się na
końcu każdego tomu cytowane są moje artykuły, z czasów gdy pracowałem w
„GW”.
Ale dysonans jest jedyną rzeczą, która nas łączy, wszystkie pozostałe
dzielą. Napisałem, że „hasła są podobno autorstwa PWN”, gdyż tej
informacji nie udało mi się potwierdzić w Wydawnictwie. Zwodzono mnie
tam dość długo, odsyłając od jednej osoby do drugiej (zupełnie nie wiem
dlaczego), aż nadszedł termin druku naszego tygodnika - i już.
Oczywiście, mógłbym napisać że „hasła w encyklopedii Gazety są podobne,
a niektóre takie same, jak w Encyklopedii PWN (w wersji elektronicznej,
jak i drukowanej - co również sprawdziłem)” - i tylko tyle.
Poza wszystkim był to jedynie wtręt w nawiasie - niewielkiego więc
znaczenia - albowiem Encyklopedia sprzedawana była jako Encyklopedia
Gazety Wyborczej (a nie PWN), do Gazety należy zysk z jej sprzedaży, ale
i wszystkie zastrzeżenie co do jej zawartości.
Z hasła „koalicja antyhitlerowska” zacytowałem tylko pierwsze zdanie i
nadal uważam, że nie musiałem ani cytować (ani opisywać) go w całości
(tak, jak i wszystkich pozostałych). Te pierwsze (główne i najważniejsze
zdanie) tłumaczy mi bowiem wszystko: jest to definicja komunistycznych
historyków, wyszlifowana w dialektycznych bojach z obcymi klasowo
elementami. Proszę sprawdzić w poprzednich wydaniach Encyklopedii PWN,
sprzed 1989 roku (zarówno w „Małych”, jak i w „Wielkiej”). Krótko
mówiąc: jest to typowy przykład anaukowego bełkotu. I nie ma tu nic do
rzeczy wymienianie wszystkich członków koalicji. (ZSRR Stalina państwem
o odmiennym ustroju społeczno politycznym ?? A może po prostu: „był to
wymuszony sytuacją wojenny sojusz zachodnich demokracji ze stalinowskim
totalitaryzmem” ? Czy może autorom - po piętnastu latach niepodległości
- nadal przez gardło nie przechodzi nazwanie Stalina dyktatorem a ZSRR -
państwem totalitarnym ? No, ale to już moje zupełnie prywatne
złośliwości wywołane stratą pieniędzy wydanych na Encyklopedię).
Skłodowska figuruje w tabeli „Nobliści z Francji” (a Miłosz nie figuruje
w tabeli „Nobliści z USA”), jeśli chodzi o Besłan (a jeszcze lepiej
hasło „komunizm”) - proszę porównać z hasłami w „Encyclopaedia Britannica”.
Na koniec przyznaję się bez bicia - nie przeczytałem hasła „Izrael”
(wystarczająco zezłościł mnie „Arafat”) ale też nie mam nic do
powiedzenia na temat „koszerności” czy „trefności” Gazety.
I jeszcze raz wracając do meritum: to była Encyklopedia Gazety i Gazeta
(i tylko ona) ponosi pełną odowiedzialność za zawartość tomów. W związku
z tym została potraktowana przez mnie normalnie, czyli bez taryfy ulgowej.
Pozdrawiam
Andrzej Łomanowski
P.S. W orginale mój tekst był trochę dłuższy i przykładów więcej.
Dokleiłem je Panu pod spodem - do prywatnego użytku:
(...) Gauleiter Prus Wschodnich i Ukrainy, słynny Erich Koch "został
skazany na śmierć (wyrok zamieniony na więzienie)". Wszystko się zgadza,
tyle, że na dożywotnie więzienie, zmarł w więzieniu w Barczewie. W
niewinnym haśle "Kobryń" opisano nie wiadomo po co jakąś trzeciorzędna
potyczkę rosyjsko-saską z czasów wojny 1812 roku. Jeśli już autorzy
uparli się pisać o walkach w Kobryniu to polecałbym im Dywizję "Kobryń"
z Grupy Operacyjnej "Polesie", która swą nazwę otrzymała za wygranie
bitwy z Armią Czerwoną właśnie pod tym miastem we wrześniu 1939 roku. (...)
(...) Dziwadeł i dziwolągów nie brakuje i w hasłach niepolskich.
Socrealista Maksym Gorki i Fiodor Dostojewski zostali potraktowani
jednakowo, tzn. mają równej długości hasła. Na szczęście w historii
literatury jest odwrotnie i nie ma w niej miejsca na porównywanie
wielkości Dostojewskiego z Gorkim. (...)
(...) Pisarz Siergiej Dowłatow, wielki prześmiewca radzieckiej (i
emigracyjnej rzeczywistości) którego opowiadania to perły anegdot okazał
się jedynie autorem "prozy łączącej motywy autobiograficzne z
dokumentalnym zapisem realiów". Namawiam szczerze autora (autorów) tej
krótkiej notki do przeczytania przynajmniej jednej książki Dowłatowa,
jednego z najpopularniejszych dzisiaj rosyjskich pisarzy.(...)
AŁ
(odpowiedź opublikowałem bez zgody autora)
Redaktor Łomanowski mnie przekonał - nie jestem specjalistą w dziedzinie historii, ale widać, że w tej materii encyklopedia nie sprawdza się najlepiej. Podobne błędy zawiera również wiele innych publikacji PWN.
A co do enycklopedii - nadal znajduję w niej wiele haseł których nie ma w Wikipedii.
Taka to historia
A wyjazd do USA już za 3 dni!
Trafiłem w nim na artykuł "Mądra inaczej" (artykuł za tydzień powinien być dostępny w całości) autor - Andrzej Łomanowski pastwi się w nim nad encyklopedią Gazety Wyborczej. Jako, że posiadam ową, korzystałem kilka razy i zadowolony byłem, napisałem do redaktora taki oto list:
Szanowna Redakcjo,
Jestem osobą która posiada w domu encyklopedię GW i wydała na nią
kilkaset złotych. Naturalnym mechanizmem psychologicznym jest redukcja
dysonansu - wiadomo, że jeśli wyłożyłem na nią swoje pieniądze to chcę
udowodnić, że była to decyzja świadoma i przemyślana i, że nie dałem
się nabrać - stąd moja dociekliwość.
Artykuł mnie zaciekawił i po trosze zdziwił, nie omieszkałem więc
sprawdzić w domu opisanych przez redaktora Łomanowskiego przykładów
tendencyjnych haseł.Autor pisze, że są one "opracowane podobno przez
PWN" - łatwo to sprawdzić, wystarczy skorzystać z encyklopedii
dostępnej na stronach http://www.pwn.pl ,żeby odrzucić z tego
stwierdzenia słowo "podobno".
"Koalicja antyhitlerowska" - hasło zaczyna się od stwierdzenia
"polit.-wojsk. związek państw o różnych systemach społ.-polit.
walczących w II wojnie świat. przeciwko blokowi niem.-wł.-jap.", które
niewątpliwie jest prawdziwe (przekleiłem je zresztą na potrzeby tego
listu ze stron internetowych encyklopedii PWN). W dalszej części hasła
wszystkie państwa koalicji są dokładnie opisane o czym Pan Redaktor
nie wspomniał.
"Besłan" - proszę je porównać z encklopediami dostępnymi on-line (np.
Wikipedia). Niestety w większości encyklopedii papierowych w ogóle go
Pan nie uświadczy.
Tabela o noblistach zawiera informacje, że Skłodowska była z
pochodzenia polką. W haśle "Skłodowska-Curie Maria" nie znalazłem
informacji, że była to "francuska noblistka".Pan Łomanowski ma rację
jeśli chodzi o hasło dotyczące Borysa Jelcyna widać jednak, że jest
ono bezpośrednio przeklejone z encyklopedii PWN.
Zgadzam się z opiniami na forum Ozonu - Gazeta Wyborcza przesadza ze
swoim poczuciem misji, poprawnością polityczną (chociaż dodane do
hasła "Izrael" komentarze na końcu encyklopedii "koszerności" akurat
nie potwierdzają).
Panie Redaktorze, uważam, że poszukiwanie prawdy jest ważniejsze od
ideologii a w przypadku artykułu "Mądra inaczej" postąpił Pan tak jak
Gazeta Wyborcza która nazwała Listę Wildsteina "Listą Agentów SB".
Z poważaniem,
Piotr Zalewski
http://zales.blogspot.com
O dziwo - bardzo długą i wyczerpującą odpowiedź dostałem już na drugi dzień. Oto ona:
Szanowny Panie !
Ja również wyłożyłem swoje pieniądze na zakup Encyklopedii, na szczęście
zrezygnowałem z kupna po siódmym tomie. Ale mój (jak Pan to ładnie
nazwał) psychologiczny dysonans jest znacznie większy - jestem niejako
jej współautorem. W tzw. dziennikarskich aneksach znajdujących się na
końcu każdego tomu cytowane są moje artykuły, z czasów gdy pracowałem w
„GW”.
Ale dysonans jest jedyną rzeczą, która nas łączy, wszystkie pozostałe
dzielą. Napisałem, że „hasła są podobno autorstwa PWN”, gdyż tej
informacji nie udało mi się potwierdzić w Wydawnictwie. Zwodzono mnie
tam dość długo, odsyłając od jednej osoby do drugiej (zupełnie nie wiem
dlaczego), aż nadszedł termin druku naszego tygodnika - i już.
Oczywiście, mógłbym napisać że „hasła w encyklopedii Gazety są podobne,
a niektóre takie same, jak w Encyklopedii PWN (w wersji elektronicznej,
jak i drukowanej - co również sprawdziłem)” - i tylko tyle.
Poza wszystkim był to jedynie wtręt w nawiasie - niewielkiego więc
znaczenia - albowiem Encyklopedia sprzedawana była jako Encyklopedia
Gazety Wyborczej (a nie PWN), do Gazety należy zysk z jej sprzedaży, ale
i wszystkie zastrzeżenie co do jej zawartości.
Z hasła „koalicja antyhitlerowska” zacytowałem tylko pierwsze zdanie i
nadal uważam, że nie musiałem ani cytować (ani opisywać) go w całości
(tak, jak i wszystkich pozostałych). Te pierwsze (główne i najważniejsze
zdanie) tłumaczy mi bowiem wszystko: jest to definicja komunistycznych
historyków, wyszlifowana w dialektycznych bojach z obcymi klasowo
elementami. Proszę sprawdzić w poprzednich wydaniach Encyklopedii PWN,
sprzed 1989 roku (zarówno w „Małych”, jak i w „Wielkiej”). Krótko
mówiąc: jest to typowy przykład anaukowego bełkotu. I nie ma tu nic do
rzeczy wymienianie wszystkich członków koalicji. (ZSRR Stalina państwem
o odmiennym ustroju społeczno politycznym ?? A może po prostu: „był to
wymuszony sytuacją wojenny sojusz zachodnich demokracji ze stalinowskim
totalitaryzmem” ? Czy może autorom - po piętnastu latach niepodległości
- nadal przez gardło nie przechodzi nazwanie Stalina dyktatorem a ZSRR -
państwem totalitarnym ? No, ale to już moje zupełnie prywatne
złośliwości wywołane stratą pieniędzy wydanych na Encyklopedię).
Skłodowska figuruje w tabeli „Nobliści z Francji” (a Miłosz nie figuruje
w tabeli „Nobliści z USA”), jeśli chodzi o Besłan (a jeszcze lepiej
hasło „komunizm”) - proszę porównać z hasłami w „Encyclopaedia Britannica”.
Na koniec przyznaję się bez bicia - nie przeczytałem hasła „Izrael”
(wystarczająco zezłościł mnie „Arafat”) ale też nie mam nic do
powiedzenia na temat „koszerności” czy „trefności” Gazety.
I jeszcze raz wracając do meritum: to była Encyklopedia Gazety i Gazeta
(i tylko ona) ponosi pełną odowiedzialność za zawartość tomów. W związku
z tym została potraktowana przez mnie normalnie, czyli bez taryfy ulgowej.
Pozdrawiam
Andrzej Łomanowski
P.S. W orginale mój tekst był trochę dłuższy i przykładów więcej.
Dokleiłem je Panu pod spodem - do prywatnego użytku:
(...) Gauleiter Prus Wschodnich i Ukrainy, słynny Erich Koch "został
skazany na śmierć (wyrok zamieniony na więzienie)". Wszystko się zgadza,
tyle, że na dożywotnie więzienie, zmarł w więzieniu w Barczewie. W
niewinnym haśle "Kobryń" opisano nie wiadomo po co jakąś trzeciorzędna
potyczkę rosyjsko-saską z czasów wojny 1812 roku. Jeśli już autorzy
uparli się pisać o walkach w Kobryniu to polecałbym im Dywizję "Kobryń"
z Grupy Operacyjnej "Polesie", która swą nazwę otrzymała za wygranie
bitwy z Armią Czerwoną właśnie pod tym miastem we wrześniu 1939 roku. (...)
(...) Dziwadeł i dziwolągów nie brakuje i w hasłach niepolskich.
Socrealista Maksym Gorki i Fiodor Dostojewski zostali potraktowani
jednakowo, tzn. mają równej długości hasła. Na szczęście w historii
literatury jest odwrotnie i nie ma w niej miejsca na porównywanie
wielkości Dostojewskiego z Gorkim. (...)
(...) Pisarz Siergiej Dowłatow, wielki prześmiewca radzieckiej (i
emigracyjnej rzeczywistości) którego opowiadania to perły anegdot okazał
się jedynie autorem "prozy łączącej motywy autobiograficzne z
dokumentalnym zapisem realiów". Namawiam szczerze autora (autorów) tej
krótkiej notki do przeczytania przynajmniej jednej książki Dowłatowa,
jednego z najpopularniejszych dzisiaj rosyjskich pisarzy.(...)
AŁ
(odpowiedź opublikowałem bez zgody autora)
Redaktor Łomanowski mnie przekonał - nie jestem specjalistą w dziedzinie historii, ale widać, że w tej materii encyklopedia nie sprawdza się najlepiej. Podobne błędy zawiera również wiele innych publikacji PWN.
A co do enycklopedii - nadal znajduję w niej wiele haseł których nie ma w Wikipedii.
Taka to historia
A wyjazd do USA już za 3 dni!
niedziela, czerwca 05, 2005
Sputnik7
Nie ma to jak przygotowania do egzaminu :) a konkretnie do "Sztuki Nowych Mediów" z Łukaszem Rondudą. Wiele ciekawych rzeczy było na tych zajęciach m.in. oglądaliśmy... wideoklipy.
Szukając rzeczy takich reżyserów jak Chris Cunningham (Aphex Twin, Bjork), Spike Jonze (Praise You Fatboy Slima, estetyka home-video) czy Michel Gondry trafiłem na świetną stronę z teledyskami, która zawiera też tematyczne stacje TV z klipami, m. in. hip-hop, electronica. Link
Szukając rzeczy takich reżyserów jak Chris Cunningham (Aphex Twin, Bjork), Spike Jonze (Praise You Fatboy Slima, estetyka home-video) czy Michel Gondry trafiłem na świetną stronę z teledyskami, która zawiera też tematyczne stacje TV z klipami, m. in. hip-hop, electronica. Link
sobota, czerwca 04, 2005
Flickr test
Właśnie wysyłam Flckrem na bloga. Minus Flickra.
-miesięczny limit przesłanych danych to 20 MB! (za 30$ 2GB) więc przed przesłaniem lepiej sobie zmniejszyć zdjęcie (albo zapłacić :) )
-miesięczny limit przesłanych danych to 20 MB! (za 30$ 2GB) więc przed przesłaniem lepiej sobie zmniejszyć zdjęcie (albo zapłacić :) )
Flickr!
Flickr - rewelacyjny serwis
- służy do zamieszczania i przeglądani zdjęć
- zdjęcia mogą być oglądane przez wszystkich lub tylko przez znajomych/rodzinę
- fotkom nadaje się tagi - dzięki nim można je łatwo przeszukiwać
- zdjęciom można nadawać licencje - m. in. Creative Commons!
- serwis ma tysiące małych bajerków - zapamiętuje dane EXIF z aparatu (czas otwarcia migawki, model aparatu itp.), można szukać ludzi na różne sposoby i wiele więcej - proponuję obejrzeć!
czwartek, czerwca 02, 2005
Apache!

Apache!

Kolejny disco teledysk (poprzez BoingBoing) :).
To słynny duński eurodisco performer Tommy Seebach. A klip (40MB) tutaj.
środa, czerwca 01, 2005
JFK
Whoaa. To mapka lotniska JFK (NY), ja muszę przedostać się z terminalu 3 do 4, więc niedaleko. To 256 metrów, mógłbym na piechotkę ale pewnie pojadę kolejką która jeździ wokoło 9 terminalów lotniska.

Więcej na angielskiej Wikipedii (m. in. lista katastrof lotniczych :) ). Link.
A wyjazd już za 11 dni.

Więcej na angielskiej Wikipedii (m. in. lista katastrof lotniczych :) ). Link.
A wyjazd już za 11 dni.
wtorek, maja 31, 2005
Google freak
Uwielbiam Google'a - jak oni wszystko ładnie i fajnie robią. Jak tak patrzę to ten blog mógłby się tak nazywać. Zobaczcie jak zaczynali. A żeby nie było za pięknie, jest też ciemna strona mocy.
- Google Web Accelerator - proxy, trochę przyspiesza net, za to słabo z prywatnością
- Podobno Google archiwizuje (nagrywa na taśmy, bo to TB danych i trzyma gdzieś nie wiadomo gdzie) każdą stronę jaką napotkał robot.
- Engine Google'a sprawdza się ostatnio gorzej niż Yahoo!
poniedziałek, maja 30, 2005
Archiwum Usenetu
Jest na Google'u od dawna. Ale tego, że jest tam zamieszczony timeline, dowiedziałem się z bloga Tebe i chociaż nie chcę się powtarzać za jego blogiem (trudno będzie!) to musicie to zobaczyć, np. pierwszy post po ataku na WTC. Szok.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




